poniedziałek, 3 września 2012

he loves me not...



Przemyślenia... tak ciężkie, a zarazem takie banalne... niby nic poważnego, ale jednak boli w sercu.
Byle do soboty - myślę. - Wtedy uwierzę w magię chwili, wtedy uwierzę, że powinnam się cieszyć z tego co jest teraz i tu. Uwierzę...

Eh... ale ja wierzę tylko w siebie... może nawet już nie. Nie, nie wiem czy wierzę nawet w siebie. Nie mam pojęcia.

Byle do soboty...
Wtedy zobaczymy jak potoczą się losy
Do soboty...
Zamkniemy oczy w potoku zdarzeń
Do soboty...
Skóra przyjmie światło gwiazd
Do soboty...
Czy uwierzę w siebie i nas?

No tak, krew, krzyże... to takie przytłaczające , wyraża mój nastrój...
Wampiryczne uzależnienie - nymfetamina... ja tak nazywam w sumie wszystko, co mnie tu trzyma na tej ziemi, to bez czego nie mogę spokojnie egzystować.
Czy jest moją nymfetaminą? A skąd do cholery mam wiedzieć... Pisanie z nim jest uzależnieniem... i to takim, że przed jest ci źle, a jak skończysz jest ci jeszcze gorzej...

Głupia ludzka powłoka, głupie ludzkie uczucia...

Zatopić się w wirze nymfetaminy, czy oddalić ją od siebie do soboty?

Kiss...




Zastanawiałam się kiedyś kiedy to nastąpi... takie prawdziwe, nie wymuszone. Eh, nie rozumiem ludzkich uczuć... nie rozumiem... Są takie przerysowane... Wątłe, wrażliwe uczucia piętnastolatki są takie ogromne, że przygniatają bólem moją wielowiekową zapewne duszę.
Nastolatki i ich życie uczuciowe...
Za jakie grzechy mam ciało tej wrażliwej naiwnej istotki???
Chyba nie myślę, że to może coś znaczyć? To niedorzeczne! Tak mówię to ja, owa piętnastolatka...

Ale te usta, te ciepłe usta...

Nie ważne...

I tak wszystko jest iluzją...


Fuck .