niedziela, 19 sierpnia 2012

Darkness



Słyszeliście kiedyś o strachu?
Na pewno słyszeliście... Czuliście go nie raz, prawda?
Najpierw wwierca się w oczy, by zagościć w umyśle i powoli objąć wasze całe ciało i przejąć kontrolę nad niektórymi partiami ciała... Zaczyna się niewinnie... Przyspieszony oddech, szybkie bicie serca... Ślina, której nie możesz przełknąć...
Żołądek podchodzi po serca i wszystko zdaje się pracować na wyższych obrotach, o mózgu nie wspominając.
Zakłopotanie, pierwsza rzecz jaka uderza do głowy...
USPOKÓJ SIĘ... PRZECIEŻ TO IRRACJONALNY STRACH! TU NIC NIE MA! - próbujesz sobie wmówić. Nic się nie zmienia... Bezpodstawne zapewnienia jeszcze bardziej pogłębiają strach.
Chore uczucie obserwacji...
Zimny pot na plecach...
Zagryzasz wargi do samej krwi i próbujesz wyrównać oddech. Śmieszne to jest z perspektywy sytuacji w jakiej się znajdujesz. Każdy cichy szmer powoduje kołatanie twego serca. Ciemno w pokoju, a ty siedzisz sam tylko przy jednej świeczce umieszczonej na półce. Ognik rusza się jakby ktoś dmuchał w jego stronę... To przecież nie możesz być ty. Siedzisz za daleko... Okna pozamykane.
Nie, nie odwracaj się w jego stronę...
Czemu do cholery nie zasłoniłeś tych przeklętych zasłon?! Księżyc jasno świeci na twoje okno, wpuszczając nieco srebrnego blasku, ale co ci po tym, jak strach sparaliżował twoje tkanki?!
Tak lepiej dostrzeżesz to, co czai się za cienką warstwą szkła... Modlisz się do Boga, żeby dała ci ochronę i zatrzymała przed atakiem...
Nie, nie, nie... ten lodowaty oddech na ramieniu, pomruk za sobą...
ODEJDŹ...
Świeca gaśnie...
Chwila ciemności, zanim przyzwyczaisz się do półmroku...
Skąd u diabła czujesz przewiew...
Trzęsiesz się ze strachu, a może to już coś większego niż strach? Przecież okno było zamknięte jeszcze kilka chwil temu. Nie mówcie że...
Ten nieludzki pisk...
Jak skrzypienie ostrzem po szkle.
Nie zostaniesz tu dłużej. Uciekasz. Zrywasz się z krzesła i uciekasz do włącznika... Przepalone żarówki. No tak, albo brak prądu. Albo COŚ odcięło prąd. Głupi plecak! Przewracasz się z hukiem na podłogę.

Patrzysz prosto w stronę okna...
Ta ciemna sylwetka na tle trawnika i płotu sąsiada... Klęczy... No tak, przecież twoje okno jest tylko kilka centymetrów nad ziemią od zewnętrznej strony.
Krzyk uwiązł w twym gardle...
MAMO, TATO... GDZIE JESTEŚCIE... BŁAGAM... BŁAGAM WRÓĆCIE W TEJ SEKUNDZIE, NIECH TO BĘDZIE TYLKO SEN...
Lepka dłoń wychyla się i łapie za ramę okna.
Do jasnej cholery! jak on je otworzył!
Zostałeś sam... Nie obronisz się przed tym... Wszedł do środka. Nie widziałeś jego twarzy, tylko tę chorą, pogiętą sylwetkę. Dotknął swą lepką, śmierdzącą rozkładem dłonią twego czoła. Nie wytrzymałeś... Twoje zmysły zaczęły się gotować, a adrenalina wypełniała gęsto twe żyły. Zemdlałeś... A krzyk nie wydobył się z twego gardła...
Zostawił cię...

Rodzice odnaleźli cię i obudzili... Pewnie myśleli, że wypiłeś trochę nalewki z barku i się upiłeś. Ale dla ciebie po obudzeniu już nic nie było nigdy takie samo.
Paraliżujący strach nie opuszczał cię ani na sekundę.
W sercu wciąż pozostawał szybki bieg, a na czole piękno tego, co cię odnalazło...
Już nigdy nie przespałeś całej nocy... Nigdy się nie śmiałeś, a poduszka co noc była mokra od twych łez.
Okno przybite gwoździami, zasłonięte zasłonami...
Psycha rozwalona...
Już na całe życie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz