wtorek, 18 grudnia 2012
My city is empty...
Pewnego dnia wszystko się zmieni. Wyjadę daleko z tej dziury, zacznę nowe życie. Wiemy, będzie trudno. Mi i moim imaginacjom. W końcu to tu się wszystko narodziło. W tym pokoju, w którym widzę się, jak w przejrzystym lustrze... Tu, gdzie kruki skrobią jesienią w me okno, umieszczone tylko kilka centymetrów nad ziemią, od zewnątrz; gdzie siedzę podczas pełni wgapiona w księżyc. Moje małe miejsce modlitw, miejsce w którym wszystko się narodziło, by powoli przenieść się w inny czas.
Nie, nie lubię zmian. Nienawidzę... Ale to lepiej dla mnie. Lepiej dla nas wszystkich.
Oddalić się, wyjechać.
Marzyć i śnić pełnym prawem. Świat własnej imaginacji... tylko tyle mi potrzeba, w moim psychicznym światku.
Bo kiedyś spotkamy się i tak w jednym miejscu, wszyscy po kolei. W przedsionku, w poczekalni. Czekając na powtórne przyjście w innym ciele. Ktoś, lub coś nas powoła do następnego życia i nie będzie "zmiłuj się". Nic nam nie pozostanie z poprzednich lat. Takie przymusowe pranie mózgu.
Szczerze, to nie wiem czy nasze dusze cieszą się z reinkarnacji, czy traktują to jako przymus, czy jak. Może dostają za to jakieś wynagrodzenie, albo każde kolejne życie odnotowują w specjalnym dzienniczku?
Szczerze mówiąc, może i dobrze, że nasze dusze nie pamiętają nic z poprzednich wcieleń, nie chciałabym pamiętać tych głupich dusz, które spotykam na ziemi, a potem czekać z nimi w tej cholernej poczekalni, gorzej niż u dentysty.
Czasem dziwi mnie to, że niektórzy z nich mają dusze, dla mnie to jest trochę dziwne, bo wyglądają jak bezduszne istoty, nie dość że nie mające duszy i serca to jeszcze mózgu, ale to nie jest zgodne z medycyną, więc nie będę tego poruszać...
A wy jak sądzicie, czy dusza ma coś wspólnego z byciem niemoralnie wrednym?
poniedziałek, 3 września 2012
he loves me not...
Przemyślenia... tak ciężkie, a zarazem takie banalne... niby nic poważnego, ale jednak boli w sercu.
Byle do soboty - myślę. - Wtedy uwierzę w magię chwili, wtedy uwierzę, że powinnam się cieszyć z tego co jest teraz i tu. Uwierzę...
Eh... ale ja wierzę tylko w siebie... może nawet już nie. Nie, nie wiem czy wierzę nawet w siebie. Nie mam pojęcia.
Byle do soboty...
Wtedy zobaczymy jak potoczą się losy
Do soboty...
Zamkniemy oczy w potoku zdarzeń
Do soboty...
Skóra przyjmie światło gwiazd
Do soboty...
Czy uwierzę w siebie i nas?
No tak, krew, krzyże... to takie przytłaczające , wyraża mój nastrój...
Wampiryczne uzależnienie - nymfetamina... ja tak nazywam w sumie wszystko, co mnie tu trzyma na tej ziemi, to bez czego nie mogę spokojnie egzystować.
Czy jest moją nymfetaminą? A skąd do cholery mam wiedzieć... Pisanie z nim jest uzależnieniem... i to takim, że przed jest ci źle, a jak skończysz jest ci jeszcze gorzej...
Głupia ludzka powłoka, głupie ludzkie uczucia...
Zatopić się w wirze nymfetaminy, czy oddalić ją od siebie do soboty?
Kiss...
Zastanawiałam się kiedyś kiedy to nastąpi... takie prawdziwe, nie wymuszone. Eh, nie rozumiem ludzkich uczuć... nie rozumiem... Są takie przerysowane... Wątłe, wrażliwe uczucia piętnastolatki są takie ogromne, że przygniatają bólem moją wielowiekową zapewne duszę.
Nastolatki i ich życie uczuciowe...
Za jakie grzechy mam ciało tej wrażliwej naiwnej istotki???
Chyba nie myślę, że to może coś znaczyć? To niedorzeczne! Tak mówię to ja, owa piętnastolatka...
Ale te usta, te ciepłe usta...
Nie ważne...
I tak wszystko jest iluzją...
Fuck .
niedziela, 19 sierpnia 2012
Darkness
Słyszeliście kiedyś o strachu?
Na pewno słyszeliście... Czuliście go nie raz, prawda?
Najpierw wwierca się w oczy, by zagościć w umyśle i powoli objąć wasze całe ciało i przejąć kontrolę nad niektórymi partiami ciała... Zaczyna się niewinnie... Przyspieszony oddech, szybkie bicie serca... Ślina, której nie możesz przełknąć...
Żołądek podchodzi po serca i wszystko zdaje się pracować na wyższych obrotach, o mózgu nie wspominając.
Zakłopotanie, pierwsza rzecz jaka uderza do głowy...
USPOKÓJ SIĘ... PRZECIEŻ TO IRRACJONALNY STRACH! TU NIC NIE MA! - próbujesz sobie wmówić. Nic się nie zmienia... Bezpodstawne zapewnienia jeszcze bardziej pogłębiają strach.
Chore uczucie obserwacji...
Zimny pot na plecach...
Zagryzasz wargi do samej krwi i próbujesz wyrównać oddech. Śmieszne to jest z perspektywy sytuacji w jakiej się znajdujesz. Każdy cichy szmer powoduje kołatanie twego serca. Ciemno w pokoju, a ty siedzisz sam tylko przy jednej świeczce umieszczonej na półce. Ognik rusza się jakby ktoś dmuchał w jego stronę... To przecież nie możesz być ty. Siedzisz za daleko... Okna pozamykane.
Nie, nie odwracaj się w jego stronę...
Czemu do cholery nie zasłoniłeś tych przeklętych zasłon?! Księżyc jasno świeci na twoje okno, wpuszczając nieco srebrnego blasku, ale co ci po tym, jak strach sparaliżował twoje tkanki?!
Tak lepiej dostrzeżesz to, co czai się za cienką warstwą szkła... Modlisz się do Boga, żeby dała ci ochronę i zatrzymała przed atakiem...
Nie, nie, nie... ten lodowaty oddech na ramieniu, pomruk za sobą...
ODEJDŹ...
Świeca gaśnie...
Chwila ciemności, zanim przyzwyczaisz się do półmroku...
Skąd u diabła czujesz przewiew...
Trzęsiesz się ze strachu, a może to już coś większego niż strach? Przecież okno było zamknięte jeszcze kilka chwil temu. Nie mówcie że...
Ten nieludzki pisk...
Jak skrzypienie ostrzem po szkle.
Nie zostaniesz tu dłużej. Uciekasz. Zrywasz się z krzesła i uciekasz do włącznika... Przepalone żarówki. No tak, albo brak prądu. Albo COŚ odcięło prąd. Głupi plecak! Przewracasz się z hukiem na podłogę.
Patrzysz prosto w stronę okna...
Ta ciemna sylwetka na tle trawnika i płotu sąsiada... Klęczy... No tak, przecież twoje okno jest tylko kilka centymetrów nad ziemią od zewnętrznej strony.
Krzyk uwiązł w twym gardle...
MAMO, TATO... GDZIE JESTEŚCIE... BŁAGAM... BŁAGAM WRÓĆCIE W TEJ SEKUNDZIE, NIECH TO BĘDZIE TYLKO SEN...
Lepka dłoń wychyla się i łapie za ramę okna.
Do jasnej cholery! jak on je otworzył!
Zostałeś sam... Nie obronisz się przed tym... Wszedł do środka. Nie widziałeś jego twarzy, tylko tę chorą, pogiętą sylwetkę. Dotknął swą lepką, śmierdzącą rozkładem dłonią twego czoła. Nie wytrzymałeś... Twoje zmysły zaczęły się gotować, a adrenalina wypełniała gęsto twe żyły. Zemdlałeś... A krzyk nie wydobył się z twego gardła...
Zostawił cię...
Rodzice odnaleźli cię i obudzili... Pewnie myśleli, że wypiłeś trochę nalewki z barku i się upiłeś. Ale dla ciebie po obudzeniu już nic nie było nigdy takie samo.
Paraliżujący strach nie opuszczał cię ani na sekundę.
W sercu wciąż pozostawał szybki bieg, a na czole piękno tego, co cię odnalazło...
Już nigdy nie przespałeś całej nocy... Nigdy się nie śmiałeś, a poduszka co noc była mokra od twych łez.
Okno przybite gwoździami, zasłonięte zasłonami...
Psycha rozwalona...
Już na całe życie
piątek, 3 sierpnia 2012
demon .
Ave upadłe anioły...
Dzień jak każdy inny... Okraszony cierpieniem innych, które czuć w skażonej martwym powietrzem ziemi. Czasem myślę o demonach, tych które czają się w mej podświadomości i nie dają czasem iść dalej. Trzymają mnie przy wspomnieniach, a czasem natomiast każą mi gnać po trupach, nie patrząc za siebie.
Wierzysz w demony? Bo ja tak... Są wszędzie, czasem nawet lepsze od przeciętnego człowieka. Z nimi można chociaż rozmawiać na różne tematy... Słuchają, doradzają, chociaż podkreślają, że nie stoją po niczyjej stronie. To są takie same zagubione dusze jak ja, czy ty.
Karmią się naszymi upadkami, ale czy ktoś każe nam upadać? To jest tylko ten chory mankament posiadania rozumu.
Ja wolę demony zwać upadłymi aniołami...
Wtedy widzę ich więcej. Codziennie przechadzając się po ulicach widzę kilka takich aniołów. Czasem jesteś to ty, innym razem chłopak jadący z rodzicami w samochodzie o obcej rejestracji, ale przeważnie widzę moje odbicie w lustrze i te krwawiące rany na łopatkach.
Nocą otwierają się, a wtedy wypływa z nich ciemnoczerwona krew.
Nie mam skrzydeł... Już od dawna...
Ale czy jestem demonem w twoim spojrzeniu?
poniedziałek, 30 lipca 2012
friends .
Spotkałam dziś przyjaciół... Kiedyś było inaczej... Żadnej osoby nie mogłam nazwać tym mianem... Bo przyjaciel nie jest to ten, który zawsze będzie mówił w złych chwilach "będzie dobrze", to ten, który potrafi Cię podnieść, gdy upadasz po raz setny. On sprawi, że zapominasz o całym źle i niesprawiedliwości świata. To jest osoba, którą powinniśmy zwać przyjaciółmi.
Mam takich kilku... Hmmm... Mam nadzieję, że mogę ich określić tym mianem . Na razie nie mam do nich zarzutów. Może nawet ci, którzy grają mi w paczce na nerwach, nimi są...
Wiem, że ja jestem upadłym aniołem i muszą mnie podnosić prawie bez przerwy...
Dziękuję im za to, że istnieją na tej planecie, bo bez nich me życie byłoby gorszą katorgą niż jest teraz.
Dla mnie są przyjaciółmi, bo gdy zimno mi w dłonie, oni podają swoje ciepłe ręce. Nawet jeśli to ja muszę je od nich wyciągać... Dlatego ich kocham...
Moje anioły...
niedziela, 29 lipca 2012
rain it seems to me...
Dziś, gdy wiatr zaczął uderzać o me okno w rytm szybkiego staccato wraz z ogromnymi kroplami deszczu, poczułam, że żyję. Przez tę jedną chwilę, wiedziałam, że chociażby nie wiem jak było źle, to deszcz zawsze zmyje ze mnie winę, krew i smutek.
Wybiegłam, niemal natychmiast do ogrodu...
Ciemne chmury potęgowały szarość dnia, która już zaczynała przyćmiewać słońce, przygotowujące się do odejścia. Czarne spodnie i czarny gorset niemal od razu przemoczyły się do suchej nitki, pozostawiając na skórze przyjemny chłód deszczu. Jedynie glany nie miały zamiaru poddać się sile wody, za to je właśnie kocham. Czasem dodają odwagi, lecz nie zawsze.
Wyszłam na ulicę i przechadzałam się powoli, idąc sama już teraz nie wiem gdzie i jaką drogą. Wiem tyle, że gdy deszcz przestał padać byłam nad strugą, a przebłyski świadomości mówią mi, że przeszłam nawet na rynek.
Ludzie, którzy uciekali przed deszczem patrzyli na mnie jak na wariatkę. Szłam cicho, cała mokra z lekkim uśmiechem na ustach. Nie pamiętam ich twarzy, chociaż to nie jest duża miejscowość, nie wiem kim byli, bo przez te kilka chwil nic się dla mnie nie liczyło. Był tylko deszcz...
Tak dobrze wtedy czuję więź z naturą, ze wszystkim tym, co jest mi moją częścią, lecz słabo znaną. Mroczna aura krąży w mych żyłach, napełniając mnie nową mocą...
Czuję, jakbym mogła coś więcej...
Jakbym ja, ta którą widzę codziennie w lustrze, kryła coś przede mną.
Jakby miała w sobie coś jeszcze, czego sama do końca nie jest świadoma...
Zebrałam siłę na nowe rozdziały w życiu.
Jutro będzie lepiej, czy gorzej? Hmm... Nie wiem... Nikt tego nie wie.
Mam nadzieję, że deszcz znów da mi tę okazję, by razem popłakać z chmurami, a żeby ludzie tego nie widzieli
letnia chandra
Ave dzieci mroku...
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek znajdę tę bratnią duszę - tego anioła, który mnie zrozumie... Od dłuższego czasu go nie widziałam, tego który mi się podobał, chyba bez wzajemności, no tak, co daje jeden cały dzień spędzony razem ? Eh, ale jak dziś zobaczyłam jego zdjęcie, no cóż... Łzy wezbrały mi się w oczach, dlaczego? Bo nie umiałam nikogo zatrzymać... Właśnie dlatego...
Do tego bardzo poważną zagadką dla mnie jest to, czy którykolwiek przedstawiciel płci przeciwnej jest tak rozbity, jak potrafimy być my - kobiety. I czy któryś siedzi na jak to zwią "ciemnej stronie mocy" ?
Wampira...
O tak... Chciałabym znać wampira...
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek znajdę tę bratnią duszę - tego anioła, który mnie zrozumie... Od dłuższego czasu go nie widziałam, tego który mi się podobał, chyba bez wzajemności, no tak, co daje jeden cały dzień spędzony razem ? Eh, ale jak dziś zobaczyłam jego zdjęcie, no cóż... Łzy wezbrały mi się w oczach, dlaczego? Bo nie umiałam nikogo zatrzymać... Właśnie dlatego...
Do tego bardzo poważną zagadką dla mnie jest to, czy którykolwiek przedstawiciel płci przeciwnej jest tak rozbity, jak potrafimy być my - kobiety. I czy któryś siedzi na jak to zwią "ciemnej stronie mocy" ?
Wampira...
O tak... Chciałabym znać wampira...
sobota, 28 lipca 2012
początki .
Ave dzieci ciemności...
Jestem Lorelei - upadła anielica, panna z piekła. Jak kto woli. Dopiero zaczynam z tym blogiem i mam nadzieję, że dam z nim radę...
No cóż, pewnie zapytacie co się pojawi na tym blogu? Hmmm. Najprościej określę wam to jako przemyślenia i mój mały świat... Chciałabym żeby tu zaglądali ludzie tacy jak ja... Kto wie, może gdzieś wśród was jest taki sam upadły jak ja ?
Jestem Lorelei - upadła anielica, panna z piekła. Jak kto woli. Dopiero zaczynam z tym blogiem i mam nadzieję, że dam z nim radę...
No cóż, pewnie zapytacie co się pojawi na tym blogu? Hmmm. Najprościej określę wam to jako przemyślenia i mój mały świat... Chciałabym żeby tu zaglądali ludzie tacy jak ja... Kto wie, może gdzieś wśród was jest taki sam upadły jak ja ?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







